Jest decyzja Ministerstwa Zdrowia. Inhibitor PARP – niraparib – lek na raka jajnika dla wszystkich chorych Polek

Jolanta Gromadzka-Anzelewicz
Inhibitor PARP – niraparib – lek na raka jajnika dla wszystkich chorych Polek
Inhibitor PARP – niraparib – lek na raka jajnika dla wszystkich chorych Polek pixabay
Udostępnij:
Od początku tego roku pacjentki z zaawansowanym, nowo zdiagnozowanym rakiem jajnika mogą być leczone inhibitorem PARP (niraparibem), niezależnie od tego, czy mają mutację w genach BRCA1, BRCA2. To nowoczesny lek, który wydłuża okres remisji choroby. Na tę decyzję od dawna czekały pacjentki, ale liczyli na nią także lekarze.

Od początku tego roku pacjentki z zaawansowanym, nowo zdiagnozowanym rakiem jajnika mogą być leczone inhibitorem PARP (niraparibem), niezależnie od tego, czy mają mutację w genach BRCA1, BRCA2. To nowoczesny lek, który wydłuża okres remisji choroby. Na tę decyzję od dawna czekały zarówno pacjentki, jak lekarze.

Inhibitor PARP – niraparib – lek na raka jajnika dla wszystkich chorych Polek. Druzgocąca diagnoza

Diagnozę – rak jajnika postawiono mi dwa dni przed Dniem Matki

– wspomina Barbara Górska, prezes Stowarzyszenia Niebieski Motyl.

– Miałam 26 lat. Po operacji, gdy zaczynałam chemioterapię, pisałam listy do męża; „Gdybym przegrała walkę z chorobą, gdybym odeszła...”. Do córki – na jej komunię, osiemnaste urodziny, ślub. Ten na komunię mogę wyrzucić, córka już do niej przystąpiła. Rzeczy, które wydawały mi się istotne – dom, samochód – stają się mało ważne. Pieniądze? Jeśli je masz, nie ma sensu odkładać, lepiej wydać na wyjazd z rodziną, na wspólnie spędzone chwile. Tego, co przeżywasz, wspomnień, nikt ci nie zabierze.**Odkładanie życia na później się nie sprawdza.** Najważniejsze jest „tu i teraz”, to, co mamy dzisiaj, każdy dzień, każdy drobiazg, czas spędzony z bliskimi.

Dawno myślałyśmy z bliskimi mi dziewczynami, zmagającymi się z tą samą chorobą, o tym, żeby profesjonalnie wspierać innych i odwołując się do własnych doświadczeń, pomóc im przejść przez to wszystko. Pomóc stawić czoło chorobie od momentu postawienia diagnozy, w czasie leczenia i po jego zakończeniu. Uchronić przed błądzeniem, żeby wiedziały, z kim rozmawiać, gdzie szukać pomocy, na co zwracać uwagę. Ja tego nie wiedziałam. U mnie wszystko odbywało się metodą prób i błędów. Gdybym miała inną wiedzę, w porę odpowiednio nakierowaną, myślę, że droga mojego leczenia wyglądałaby inaczej.

Magdalena: Choroba pojawiła się po to, żebym pokochała życie od nowa. Zatrzymała mnie i wymusiła refleksję: „żyj i bądź dobra dla siebie, bo dłużej nie dasz tak rady”.

Zadzwoniła lekarka. Bez zbędnych wstępów zakomunikowała: „Pani Magdo, musimy dooperować, bo tam jest rak”. Wróciłam do domu i przez najbliższe kilka dni nie wstawałam z łóżka. Ścięło mnie. Przychodzili sąsiedzi, a ja leżałam na łóżku jak na katafalku. Byłam pewna, że za chwilę umrę. Że koniec. Pozamiatane. Strach był tak paraliżujący, że nie mogłam spać, dygotałam. Dziś wiem, że najważniejsze są relacje z ludźmi. Miłość. Przyjaźnie. Codzienność, którą mamy i która wydaje się rutyną, męką czasem, a to jest sedno naszego pobytu tutaj. Dzielenie życia z kimś, z kim chce się je dzielić. Teraz to mam i tego doświadczam.

Wykonałam kawał ciężkiej pracy, polegającej głównie na pokonywaniu kolejnych wznów nowotworu – opowiada Beata. Zaliczyłam ich siedem. Mój mąż był przy mnie przez cały ten czas. Nie odstępował mnie na krok. Dniami i nocami siedział w Internecie i zgłębiał tajemnice mojej choroby. Dowiadywał się, jak się tego raka leczy, gdzie są najlepsi specjaliści. Przytulał, pocieszał.

Z czasem zmieniłam swoje podejście do choroby, dzięki temu żyję. Przetrwałam siedem operacji i grubo ponad 60 wlewów chemii. Ale przede wszystkim zostawiłam za sobą najczarniejsze myśli. Przestałam myśleć o raku jako o wyroku. Nigdy nie wychodzę na ulicę nieumalowana. Peruka na głowie, sukieneczka, torebeczka. Nikt do dziś nie ma prawa wiedzieć, że jestem chora.

Ewelina: Na początku choroby, kiedy wracaliśmy z gór, patrzyłam we wsteczne lusterko samochodu i żegnałam się z nimi, myśląc, że widzę je ostatni raz. Ale po roku, dwóch, trzech, stwierdziłam, że nie tak prosto odejść z tego świata.

Prowadzę bloga „Ale draka. Mam raka”, wrzucam na Facebooka zdjęcia z gór z plecakiem, na nartach. Piszą do mnie obce osoby „to tak można?”, „przecież dopiero wróciłaś z chemioterapii. To ja też spróbuję”.

Zacytowane fragmenty historii kobiet zmagających się z rakiem jajnika oraz lekarzy pochodzą z książki „Jak motyl. Odczarować mity", której autorkami są dziennikarki specjalizujące się w problematyce zdrowotnej.

Inhibitor PARP – niraparib

W Polsce co roku na raka jajnika zapada około 3700 kobiet, a około 2600 umiera. To jeden z najtrudniejszych w leczeniu kobiecych nowotworów, w 70 proc. przypadków rozpoznawany w stadiach zaawansowanych, gdyż długo nie daje specyficznych objawów. Podstawą leczenia zaawansowanego raka jajnika jest operacja chirurgiczna.

– U 70–80 proc. pacjentek w zaawansowanych stadiach klinicznych nie udaje się zlikwidować wszystkich ognisk nowotworu. Pacjentki otrzymują chemioterapię, po której zdecydowana większość ma remisję. Po pewnym czasie jednak nowotwór wraca. Przełomem w leczeniu stały się inhibitory PARP: leki, dzięki którym udaje się wydłużyć okres remisji

– tłumaczy prof. Mariusz Bidziński, krajowy konsultant w dziedzinie ginekologii onkologicznej.

Do tej pory w Polsce refundowany był tylko jeden inhibitor PARP: olaparib

Do tej pory w Polsce refundowany był tylko jeden inhibitor PARP: olaparib, wyłącznie dla pacjentek mających mutacje w genach BRCA1, BRCA2. Od stycznia tego roku refundowany będzie też niraparib: drugi z inhibitorów PARP, dla wszystkich pacjentek z rakiem jajnika, które odpowiedziały na chemioterapię, niezależnie od tego, czy mają mutację w genach BRCA1, BRCA2, czy nie. Dzięki temu dostęp do terapii zyska ok. 70 proc. pacjentek, które nie mają mutacji w genach BRCA1, 2, przez co do tej pory nie miały szans na nowoczesne leczenie podtrzymujące remisję.

– Pacjentki, które nie miały stwierdzonej mutacji w genach BRCA1, 2 do tej pory nie mogły otrzymać inhibitorów PARP i czuły się w pewien sposób poszkodowane, zwłaszcza że stosowanie niraparibu wyraźnie poprawia wyniki leczenia. Badania kliniczne pokazują, że lek wyraźnie wydłuża czas do kolejnego nawrotu choroby; to znaczące okresy –

zaznacza prof. Mariusz Bidziński.

Inhibitor PARP – niraparib – ma niewiele działań niepożądanych

Istotne jest też to, że inhibitory PARP to leki bardzo wygodne w stosowaniu. Przyjmuje się je doustnie, nie mają też wielu działań niepożądanych.

– To bardzo nowoczesne, można powiedzieć „inteligentne” leki; w przeciwieństwie do chemioterapii, która uszkadzając komórki nowotworu, „przy okazji” uszkadza zdrowe komórki i układy, co powoduje niekiedy znacznie nasilone objawy uboczne. Inhibitory PARP działają na poziomie molekularnym, dlatego nie powodują poważnych działań niepożądanych

– zaznacza prof. Włodzimierz Sawicki, prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej. Kobiety mogą wrócić do normalnej aktywności rodzinnej, społecznej, a często też zawodowej. To niezwykle ważne, gdyż, mimo że rak jajnika jest najczęściej rozpoznawany w wieku okołomenopauzalnym, to chorują też kobiety znacznie młodsze, w wieku 20–30 lat.

Na Oddziale Chemioterapii Kliniki Ginekologii w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Gdańsku leczonych jest rocznie ok 70-80 pacjentek z nowo rozpoznanym rakiem jajnika.

– Około 70–80 proc. z nich to chore w III i IV stopniu zaawansowania nowotworu

– wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Dagmara Klasa-Mazurkiewicz.

– Ok. 15–20 proc. z nich to nosicielki mutacji BRCA1, BRCA2 – u których od kilku miesięcy po pierwszej linii chemioterapii możemy stosować leczenie podtrzymujące inhibitorem PARP – olaparybem. Do tej pory większość chorych – bez mutacji – do tej terapii dostępu nie miała. Fakt, że będzie ona teraz refundowana u wszystkich chorych na zaawansowanego raka jajnika, pozwoli zmienić tę chorobę: ze śmiertelnej w schorzenie przewlekłe, z którym można żyć wiele lat.

– Jesteśmy szczęśliwe, iż niraparib znalazł się na liście refundacyjnej. Jako organizacja reprezentująca pacjentki przede wszystkim z rakiem jajnika jesteśmy przekonane, iż pozwoli to na podtrzymanie i wydłużenie okresu remisji u znacznie większej liczby pacjentek z rakiem jajnika. Wiele z nich pytało o możliwość takiego leczenia

– mówi Barbara Górska, prezes Stowarzyszenia „Niebieski Motyl”.

Inhibitor PARP – niraparib – ośrodki kompleksowej diagnostyki i leczenia raka jajnika w Polsce

Pacjentki podkreślają, że najważniejszą kwestią dziś jest to, żeby wiedza o możliwości stosowania inhibitorów PARP u wszystkich kobiet chorych na raka jajnika dotarła do lekarzy oraz żeby w ślad za możliwościami stosowania nowoczesnych leków szło jak najwcześniejsze rozpoznawanie i dobra organizacja leczenia. To – w opinii Polskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej oraz krajowego konsultanta w dziedzinie ginekologii onkologicznej – zapewnić mogą pacjentkom tzw. Ovarian Cancer Units, czyli ośrodki kompleksowej diagnostyki i leczenia raka jajnika. W Europie jest obecnie 59 ośrodków akredytowanych przez Europejskie Towarzystwo Ginekologii Onkologicznej. W Polsce są trzy – w Warszawie, w Białymstoku oraz w Gdyni-Redłowie.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Małpia ospa może być użyta jako broń biologiczna

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie